powrót

Szkoła inna niż wszystkie

Na pierwszy rzut oka w niczym nie przypomina budynku, którego obrazek rysuje nam się w głowie pod hasłem „szkoła”. Jest unaocznieniem przysłowia, że książki nie należy oceniać po okładce. To bardziej duży dom – a przecież tu kształcą się tu młodzi adepci skrzypiec. Zaraz potem robi się jeszcze dziwniej: wewnątrz próżno szukać klas, sekretariatu, czy pokoju nauczycielskiego. Jest za to bawialnia, kuchnia i duży salon z kolorową aranżacją, pełen pamiątek, zdjęć, zeszytów muzycznych czy stojaków na nuty. Stoją pianina, a jedno z pomieszczeń to największa w kraju wypożyczalnia skrzypiec. Łatwo dostrzec prezenty, którymi placówkę obdarowują jej uczniowie i ich rodzice. Panuje tu przyjemna atmosfera zabawy, nie czuć zimnego oddechu instytucji, jest inspirująco i rodzinnie, także z racji obecności rodziców, pełniących w życiu i działalności szkoły niezwykle istotną rolę. A wszystko po to, by dzieci czuły się tutaj jak we własnym domu.

Trudne początki

Otwarcie w 2002 roku Tyskiej Szkoły Suzuki to zasługa i dzieło Elżbiety Węgrzyn – do dziś będącej jej dyrektorem. Pomysł na założenie tej niecodziennej placówki ma dwa podstawowe źródła. Pierwsze to chęć nauczania dzieci muzyki i gry na instrumentach w formie pozaszkolnej, ale dużo szerszej niż prywatne lekcje. Drugie to sposób nauki, tak różniący się od tego, na którym opiera się tradycyjne, państwowe szkolnictwo.

- Żal mi było młodych, utalentowanych uczniów, którzy naprawdę kochali grać, ale potrzebowali po prostu więcej, aby sprostać wymaganiom systemu - zdradza Elżbieta Węgrzyn.

Ukończyła Akademię Muzyczną w Krakowie z wyznaczonym sobie celem, że sama chce być nauczycielem skrzypiec. Zaangażowanie owocowało: jej uczniowie wygrywali konkursy i przesłuchania. Jednakże w jej opinii tradycyjny system szkolnictwa muzycznego, można rzec – powszechny, miał (i ma do teraz) pewne wady.

- System państwowy jest skupiony bardziej na efekcie, niż na samym procesie nauki, to coś, co nazwałabym „fabryką zawodowych skrzypków” - zaznacza Elżbieta Węgrzyn. - Kto nie nadąża w tym wyścigu, odpada. Zakłada się, że nie każdy ma talent. Nie zgadzam się z tym, uważam, że grać może każdy. Nie powinno się także wykluczać rodziców z roli nauczyciela, w końcu to oni od małego uczą nas jak mówić, wiązać sznurowadła czy jeść widelcem. Ten potencjał tkwiący w rodzicach powinien być wykorzystany. Tymczasem w tradycyjnym systemie rola rodziców jest minimalna.

Stąd też wynikało zainteresowanie alternatywnymi metodami nauczania. Gdy Elżbieta Węgrzyn usłyszała tylko o Shinchim Suzukim i jego genialnej metodzie, wdrożyła się w temat, jako że ta droga pozostawała w zgodzie z jej przekonaniami. Ukończyła wymagający kurs i podjęła niełatwą decyzję o porzuceniu pracy w szkole państwowej na rzecz ryzykownej misji zbudowania pierwszej w Polsce prywatnej szkoły uczącej Metodą Suzuki. Całkowicie od zera. Dość powiedzieć, że o Metodzie wtedy jeszcze nie słyszał u nas praktycznie nikt.

Zaczęło się od nauki dzieci gry na skrzypcach. Potem dyrektor zapraszała zagranicznych nauczycieli Suzuki, prowadziła warsztaty dla dzieci. Pojawili się nowi nauczyciele, a wraz z nimi kolejne instrumenty. Szkoła kilka razy się przeprowadzała, aż wreszcie, 8 lat temu, zadomowiła się na dobre na Borowej 138 w Tychach, w bardzo spokojnej części miasta. I tam pozostaje do dziś, kształcąc około setki małych muzyków, wśród których są już dzieci pierwszych uczniów.

O Metodzie Suzuki

Czym jest Metoda, którą stosuje szkoła w Tychach? Opracował ją Shinchi Suzuki, japoński wirtuoz skrzypiec, żyjący w latach 1898–1998. Był synem lutnika i właściciela fabryki instrumentów. Kształcił się muzycznie, studiował w Niemczech. Po powrocie do Japonii sam zaczął uczyć gry, dokonując pewnej obserwacji, która dziś wydaje nam się oczywista. Mianowicie takiej, że już 3-letnie dzieci mają niebywałe zdolności do błyskawicznego nauczenia się nawet najtrudniejszego języka, tylko przy pomocy słuchania, powtarzania i naśladowania swoich rodziców i rówieśników. Zatem w ten sam sposób mogą się nauczyć gry na skrzypcach – nota bene instrumencie, uchodzącym za jeden z najtrudniejszych do opanowania. W latach 30-tych Suzuki zatem zaczął rozwijać swoje podejście, „Metodę Języka Ojczystego”, jak sam twórca pierwotnie ją nazwał. Swoje przemyślenia i obserwacje spisał w książce, pt.: „Natured by Love”, przetłumaczoną na polski. Wkrótce system rozprzestrzenił się po świecie, powstało Międzynarodowe Stowarzyszenie Suzuki, a samą metodę zaadaptowano do wielu innych instrumentów, także do śpiewu. Co ważne, dzieci uczą się jednego repertuaru, zatem mogą brać udział nawet w międzynarodowych warsztatach. Dziś w Polsce 174 nauczycieli Suzuki uczy około 2000 dzieci.

Podstawowe założenia Metody są proste: stworzyć serdeczną, muzyczną atmosferę w domu i otoczyć dziecko troską, a zacznie naśladować rodzica, lub ulubionego nauczyciela – grającego na instrumencie. Wczesne rozpoczęcie nauki wpływa na rozwój wrażliwości artystycznej dziecka, jego słuchu muzycznego i wielu umiejętności (często pozamuzycznych), a wczesne sukcesy przekładają się na wykształcenie pewności siebie i wiary w codzienną, systematyczną pracę. Zatem niezbędne jest, aby rodzic uczęszczał na lekcje wraz z dzieckiem. Następnie, żeby codziennie wcielał się w rolę domowego nauczyciela – bowiem jeżeli rodzic gra, dziecko będzie go naśladować. Nie ma ocen, nie ma egzaminów, nie ma klas, każdy pracuje w swoim tempie. Uczniowie, oprócz lekcji indywidualnych, mają zajęcia grupowe, dobierani są jednak nie wiekiem, a poziomem zaawansowania.

O rolach

Podstawowa relacja, na której opiera się Szkoła Suzuki, to trójkąt rodzic-dziecko-nauczyciel. Ten pierwszy kolejno wciela się w kilka ról: najpierw siłą rzeczy jest uczniem, kierowanym przez nauczyciela Suzuki. W domu sam przejmuje jego rolę, stając się wzorem dla dziecka. A na koniec podziwia efekty codziennego kontaktu z muzyką i grą na instrumencie. Wszystko odbywa się w toku coraz większej ilości czasu, stopniowo poświęcanego dziecku w trakcie lekcji. Na naukę nut i teorii czas przychodzi później.

Dzieci grają ze słuchu, repertuar specjalnie skompletowany przez S. Suzukiego. Co nie wyklucza pewnych ustępstw: w tyskiej szkole nie gra się tylko muzykę klasyczną, obecna jest także rozrywkowa, czy folkowa, a i zdarza się, że uczniowie sami przynoszą utwory, które chcą zaaranżować.

Często na lekcjach grupowych występują solo i mamy mini-koncerty. Dzieci w ogóle nie czują tremy, chętnie grają same – mówi Elżbieta Węgrzyn. – Ważny jest też fakt, że Metoda służy nie tylko nauce muzyki. Również zachowań, które płyną z jej słuchania, młodego wieku i obcowania z rówieśnikami. Celem bowiem nie jest wychowanie pokolenia wirtuozów: wiadomo, że nie każdy będzie kolejnym Paganinim. Spod naszych rąk wychodzą ludzie wrażliwi na piękno, utalentowani, którzy pracują nad sobą przy pomocy muzyki. Mamy wychowanków, którzy dzisiaj są realizatorami dźwięku, studiują na Akademiach Muzycznych, grają w orkiestrach. Nie ma tu presji ani konkurencji. Owszem, dzieci porównują się między sobą, ale to zdrowe, bowiem budujemy poczucie bezpieczeństwa i uczymy je samooceny. Dlatego też nasza szkoła bardziej przypomina dom i dlatego rola rodziców jest tak ważna. Tata i Mama mają u nas obowiązki.

Sumienne wypełnianie tych obowiązków daje niebywałe efekty. Nie tylko w postaci pięknego dźwięku, który wydobywa z instrumentu paroletnie dziecko. Tyska szkoła otrzymuje zaproszenia do zagrania koncertów na licznych uroczystościach, a jej uczniowie występowali nawet w drugiej edycji popularnego show „Mam Talent!”, gdzie otrzymali przesławne „trzy razy TAK”.

Ogólnopolski zasięg

Metodą Suzuki uczą się dzieci w wielu miastach w Polsce, niemniej to właśnie placówka w Tychach powstała jako pierwsza. Wszystkie zrzesza krajowe Stowarzyszenie Centrum Edukacji Suzuki. Co pół roku organizowane są Tyskie Dni Suzuki. Edycja zimowa odbywa się w Tychach, letnie z kolei na wyjazdach do Ustronia, Milówki, czy Wisły. Wykładowcami są wybitni nauczyciele z całego świata.

Szkoła zaprasza także do dwóch zamiejscowych punktów w Łodygowicach i Górkach Wielkich (koło Brennej). O rozwoju tego niełatwego przedsięwzięcia świadczy fakt zainteresowania samych braci Golec.

Zasady rekrutacji

Szkoła Suzuki nie ma podziału na semestry, zatem zapisać można się w każdej chwili. Dolna granica wieku jest umowna, bo najmłodszy w historii uczeń miał zaledwie 17 miesięcy. Górnej nie ma w ogóle, zapisują się zakochani w skrzypcach dorośli, którzy za pierwszą pensję kupują swój pierwszy instrument. Zajęcia odbywają się w formie pozaszkolnej: półgodzinne lekcje indywidualne raz w tygodniu oraz 45-minutowe, grupowe, dwa razy na miesiąc.

W Szkole Suzuki można nauczyć się gry na: skrzypcach, altówce, pianinie, gitarze i wiolonczeli. Nie ma żadnych wymagań dotyczących znajomości muzyki. Nie jest także wymagane posiadanie własnego instrumentu, bowiem w tyskiej Szkole znajduje się wypożyczalnia.

Elżbieta Węgrzyn jest jedną z dwóch trenerek nauczycieli skrzypiec w Polsce. Na kursy prowadzone w Tychach i Gdańsku można się zgłosić mailowo: szkolasuzuki@gmail.com. Warunkiem przyjęcia na przesłuchanie wstępne jest posiadanie wyższego wykształcenia muzycznego i przede wszystkim wielkie serce do dzieci i do muzyki.

Adrian Buksa

 

 

 

Kontakt z Tyską Szkołą Suzuki:
ul. Borowa 138 (osiedle „R”)
43-100 Tychy
szkolasuzuki@gmail.com
tel.: (32) 780 20 00 oraz 501 214 400
nasze publikacje poznaj nasz zespół zostań symbolem gala 2013