powrót

Mobilis nagrodzony za odpowiedzialność

Załogi przejmowanych przez Mobilis PKS-ów obawiały się skutków restrukturyzacji. Czas pokazał, że niepotrzebnie. Tegoroczny laureat Symbolu Dobrego Pracodawcy pokazał, jak dzięki skutecznemu zarządzaniu można wyprowadzić firmy przewozowe z kryzysu i zapewnić im długofalowy rozwój.

 

 

Mobilis to firma symboliczna pod wieloma względami. Jest największym przewoźnikiem autobusowym w Polsce. Prowadzi nie tylko przewozy na zlecenie zarządów transportu miejskiego, ale jest także właścicielem PKS-ów. W swoim portfolio posiada ich już 10: PKS Bartoszyce, PKS Ciechanów, PKS Mińsk Mazowiecki, PKS Mława, PKS Mrągowo, PKS Ostrołęka, PKS Ostróda, PKS Piotrków Trybunalski, PKS Płock i PKS Przasnysz. Na terenie Mazowsza i Mazur obsługuje regionalne, międzymiastowe i dalekobieżne linie autokarowe. Ponadto wygrała największy zagraniczny przetarg wart 2 mld zł na ośmioletnią obsługę komunikacji miejskiej w Holandii, gdzie jako właściciel EBS Transportation BV codziennie wozi pasażerów z regionu Waterland do centrum Amsterdamu. Wykonuje również przewozy okazjonalne, pracownicze i turystyczne na terenie kraju i za granicą.


 

Pomysł na odpowiedzialny biznes

W ubiegłych latach Mobilis zdobywał tytuły Symbolu w kategoriach Komunikacja Miejska i Rozwój Biznesu. Zasłużenie, gdyż sukces w trudnej i bardzo konkurencyjnej branży transportowej zależy od dobrego pomysłu. Ideą przewodnią było przejęcie i restrukturyzacja upadających, trwale nierentownych PKS-ów z jednoczesnym poszanowaniem czynnika ludzkiego, czyli z odpowiedzialnością społeczną. Oszczędności przyniosła sukcesywna wymiana paliwożernego ogrzewania, ocieplanie budynków, informatyzacja jednolitej księgowości dla całej grupy i wiele innych czynników. Poszczególne przedsiębiorstwa już osiągnęły płynność finansową, poprawiła się ich kondycja. Skończyła się walka o byt i przetrwanie, pojawiły się możliwości rozwoju.

Ale trudniej mówi się o restrukturyzacji, patrząc na liczby, które są bezwzględne: połowa kosztów PKS-ów to płace. Dawniej proporcje zatrudnionych kierowców do innych pracowników wynosiły 1:1. Ewolucyjne przekształcenia powoli zmierzają do proporcji opłacalnej, czyli na 3:1. Jak udało się to osiągnąć bez zwolnień grupowych?

Zatrudniamy w swoich strukturach ok. 1500 osób – opowiada Eugeniusz Szymonik, prezes zarządu Mobilis Sp. z o.o. – Tuż po zakupie od Skarbu Państwa spółek przewozowych rozpoczęliśmy cykl profesjonalnych szkoleń dla pracowników. Na początek zainwestowaliśmy w kompetencje kadry zarządzającej. Doceniając doświadczenie i wiedzę wieloletnich pracowników, zorganizowaliśmy im szkolenia, które stały się fundamentem istotnych zmian na lepsze. 80% tzw. starej kadry pozostało na swoich stanowiskach. Akceptując nasze podejście do nowoczesnego biznesu, dostosowali się szybko do zmian, przeszli szkolenia i dziś, działając w nowych warunkach pracy, odnoszą spore sukcesy.

Po przeszkoleniu managementu Mobilis wdrożył projekt poprawy bezpieczeństwa i obsługi pasażerów na miarę XXI wieku. Szkolenie odebrało ponad 1 tys. kierowców zatrudnionych w spółce. Położono nacisk na rolę bhp, marketing i profesjonalną obsługę pasażerów z zachowaniem wysokiej kultury osobistej. Zmiany w podejściu do organizacji pracy przyniosły efekty: spółkom udało się utrzymać liczbę pasażerów na swoich liniach pomimo kurczenia się rynku. To z kolei oznaczało jedno: że da się funkcjonować stabilnie, nie zwalniać ludzi, bazować na naturalnych odejściach i rotacji wewnątrz firmy. To był złoty środek.

 

 

Pracodawca na medal

 

Pracownicy zaczęli korzystać z możliwości przekwalifikowania na koszt firmy. Ustalono 8-punktowy plan, który dopiero w ostatnim punkcie zakładał rozwiązanie umowy o pracę, oczywiście za odprawą. Z kolei pakiet dobrowolnych odejść gwarantował odprawę pozwalającą na samodzielny start albo czas na znalezienie innego zatrudnienia. Kilku mechaników spełniło w ten sposób marzenia o własnym biznesie.

Wkrótce kończy się gwarantowany w chwili przejmowania PKS-ów okres ochronny, który opierał się głównie o planowe i naturalne odejścia oraz przebudowę części działalności zaopatrzeniowej, warsztatowej i przewozowej. Wynosił on aż 5 lat. Nikt z innych potencjalnych inwestorów nie był skłonny zagwarantować tak długiej i miękkiej poduszki socjalnej. Fakt ten jest doceniany przez załogę i według prezesa pomoże firmie w sprawnym przeprowadzeniu dalszych zmian w drugim etapie restrukturyzacji.

Zaczynamy teraz restrukturyzację właściwą – mówi Eugeniusz Szymonik. – Związkowcy obawiali się tej chwili, a okazuje się, że bezzasadnie. Nie musimy zwalniać, bo naturalne odejścia doprowadziły do samoistnej redukcji w niektórych pionach. Dodatkowo przekwalifikowania wewnętrzne i przesunięcia na inne stanowiska sprawiły, że wręcz będziemy musieli zatrudniać nowych kierowców. Wszystkie nasze działania na rzecz załogi kosztowały nas co prawda 40 mln zł, ale zapewniliśmy spokój i stabilizację zatrudnienia, szczególnie ważną w regionach takich jak okolice Przansysza, Mrągowa, Bartoszyc, Ostródy, gdzie redukcja byłaby bardzo bolesna, bo to obszary szczególnie wysokiego bezrobocia. Nie ma chyba drugiego tak prosocjalnego przypadku restrukturyzacji przedsiębiorstwa państwowego, a tym bardziej znajdującego się w tak fatalnej kondycji, jak PKS-y.

 


 

Cel: konsolidacja

 

Aby umożliwić firmom grupy Mobilis rozwój i skuteczną konkurencję, postanowiono o dalszej racjonalizacji przez konsolidację na poziomie centralnym. Pod względem formalnym nie da się połączyć w pierwszym etapie wszystkich przedsiębiorstw jako niezależnych spółek akcyjnych w jedną, gdyż formalności związane z ich likwidacją to proces długotrwały. Natomiast pod względem operacyjnym, utrzymania taboru, wykonywania przewozów, organizacji, zaopatrzenia, zarządzania inwestycjami i marketingiem – wszystko da się już zrobić centralnie. – Trzeba będzie np. przenosić pracowników z nadmiernie rozbudowanej księgowości do innych działów, takich, które wymagają czynnika ludzkiego. Chciałbym wrócić do obsługi pasażerskiej na dworcach PKS i mocno ją ożywić. Potrzeba nam ludzi do pierwszego kontaktu z pasażerami, informacji, serwisu przy odprawianiu autobusów. A księgowość, którą dotąd zajmowało się np. 100 osób, może teraz robić 10 – w każdym PKS-ie dosłownie wystarczy jedna osoba.

Został już opracowany tzw. strategic plan, który ma się rozpocząć z początkiem 2015 r. i doprowadzić do stanu, w którym na koniec 2016 r. firma pod względem organizacyjnym, przewozowym i eksploatacyjnym będzie stanowić jedno przedsiębiorstwo. Być może formalnie nie uda się do tego czasu utworzyć jednego podmiotu, ale zarząd ma nadzieję, że możliwe będzie scalenie „mobilisowskich” PKS-ów w 3 lub 4 spółki.

 

 

Wygrywać przetargi i ruszać dalej

 

Tymczasem gigant konsekwentnie walczy o rynki przewozów. Ostatnio wygrał przetarg na przewozy miejskie w Krakowie na 10 lat. Ale także tam, gdzie nie udaje się pokonać konkurencji, czynnik społeczny, ludzki, wciąż przyświeca działalności zarządu. Znamienny jest tu przypadek Bydgoszczy, dobrze świadczący o Mobilisie jako pracodawcy.

Nie wygraliśmy tam przedłużenia kontraktu i teoretycznie mogliśmy pozwalniać ludzi zgodnie z wcześniejszą 10-letnią umową – opowiada E. Szymonik. – Mając jednak na uwadze społeczną odpowiedzialność biznesu postanowiliśmy inaczej: podarowaliśmy naszemu konkurentowi, który wygrał przetarg, całe zaplecze techniczne: halę, wyremontowaną zajezdnię, z myjnią, ze stacją paliw, nawet biurkami i telefonami, pod warunkiem, że przejmuje wszystkich pracowników, a jest ich ponad stu. I tak się stało. A najważniejsze: ci ludzie utrzymali wysokość wynagrodzeń, czyli de facto warszawskie stawki.

Prezes ma nadzieję, że wkrótce zostaną ogłoszone nowe, duże przetargi na obsługę linii komunikacyjnych w aglomeracji śląskiej, w których istotnym kryterium będzie m.in. wiek taboru, w której to konkurencji Mobilis ma duże atuty. Kolejny duży przetarg powinien zostać rozstrzygnięty w przyszłym roku w Warszawie, gdzie wciąż brak jednoznacznej, długofalowej polityki prywatyzacyjnej. Dużych przetargów nie ogłosiły dotychczas takie miasta jak Poznań, Wrocław, Łódź, Gdańsk czy Szczecin. Mobilis nie odpuszcza też rynków zagranicznych, zwłaszcza holenderskiego.

Dobrze się nam sprawdza kontrakt w Amsterdamie, a szykuje się kolejny gigantyczny przetarg: w Haarlem i okolicach, ponad 100 autobusów na 10 lat – cieszy się szef Mobilis. – Idziemy za ciosem, mamy tam ustabilizowaną pozycję i dobrą markę, więc postanowiliśmy zaangażować się w dalszy rozwój w Holandii. Jesteśmy dobrej myśli, bo mamy szansę. A to wynika z polityki przyjętej przez nas parę lat temu: sprawdźmy Holandię, ustabilizujmy się tam, a potem ruszajmy dalej na dobre.

 

 

Jakub Lisiecki

nasze publikacje poznaj nasz zespół zostań symbolem gala 2013