powrót

Aktualności

Ventor: wzór pracodawcy i mecenasa nauki

Stabilność zatrudnienia, bezpieczeństwo w pracy, dobry kontakt z pracodawcą, pensja godna ciężkiej pracy, szansa rozwoju i kariery, dobra atmosfera pracy, to bez wątpienia cechy dobrego pracodawcy. Spółka Ventor, działająca na rynku przez ponad 20 lat, poddana ocenie i kwalifikacjom, została nominowana do nagrody Symbol Dobrego Pracodawcy 2015.

 

Dębica, miasto i gmina położona w województwie podkarpackim nad rzeką Wisłoką, niedaleko autostrady A4. Ważny ośrodek przemysłu chemicznego, gumowego i spożywczego. To tutaj od 23 lat mieści się główna siedziba spółki Ventor, której założycielem i prezesem jest Janusz Urbanik. Spośród prywatnych, w 100% polskich firm, Ventor jest największym pracodawcą w Dębicy. Zatrudnia 850 pracowników i liczba ta stale wzrasta.

Przedsiębiorstwo specjalizuje się w szeroko pojętym serwisie budownictwa przemysłowego. Jest producentem systemów wentylacyjnych, jak również wykonawcą projektów EPC (Engineering, Procurement, Construction). Jest również producentem systemów wentylacyjnych. Obszar działalności dębickiej spółki rozwijany jest szczególnie intensywnie, co jest odpowiedzią na rosnące zainteresowanie szczególnie ze strony klientów skandynawskich. Wachlarz usług obejmuje kompleksowe budownictwo przemysłowe. Ventor charakteryzuje bogato wyposażone zaplecze warsztatowe i produkcyjne oraz wyszkolona załoga, która stale podnosi swoje kwalifikacje, uczestnicząc w kursach specjalistycznych oraz językowych. Pozwala to władzom spółki na zaoferowanie usług i produktów najwyższej jakości w przystępnych cenach.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rynkowym, pod koniec 2010 r. w firmie podjęto decyzję o utworzeniu norweskiego oddziału w Stavanger. Od tego czasu wszystkie projekty realizowane na terenie Norwegii są obsługiwane poprzez spółkę Ventor Construction AS, która jest w pełni zależna od rodzimej firmy Ventor sp. z o.o.

 

Janusz Urbanik, Prezes Zarządu Ventor Sp. z o.o. zdradził nam w rozmowie, jak w stosunkowo krótkim czasie udało mu się stworzyć dużą i prężną firmę, w której chętnych do pracy nie brakuje.

 

Spodziewał się pan na przełomie lat 80 i 90, że będzie pan zarządzał tak dużą firmą, jaką dziś jest Spółka Ventor?

Szczerze? Nie. Kiedy byłem kawalerem, ciężko i uczciwie zarabiałem na chleb w Norwegii. Nie miałem żadnych zobowiązań rodzinnych, więc pracowałem w Skandynawii od jednych świąt do drugich. W pewnym momencie uśmiechnął się do mnie los. Postanowiłem się ustatkować, poznałem kobietę mego życia i się ożeniłem. Tak się składa, że w tym czasie jeden z Norwegów produkujący armaturę wentylacyjną postanowił, że zmodernizuje swój park maszynowy, zaopatrując go w całkiem nowe urządzenia. Przy czym stare urządzenia były całkiem sprawne i nadawały się do eksploatacji. Zaproponował mi, abym je od niego odkupił. Tak też zrobiłem. Zauważyłem w tym szansę na rozwój, niezależność i zbudowanie czegoś od podstaw. Marzyłem o własnej działalności gospodarczej. Nie spodziewałem się, że dziś będę zatrudniał grubo ponad 800 osób.

Pamięta pan pierwsze zlecenia dla firmy?

Oczywiście! Takich rzeczy się nie zapomina. Na początku specjalizowałem się w zakresie usług produkcji armatury wentylacyjnej i montażu systemów wentylacyjnych. Norwegowie bacznie przyglądali się mojej pracy. Od samego początku postawiłem na dobrą pracę, szybkie dostawy zamówionych towarów, ich wysoką jakość, sprawne reagowanie na potrzeby rynku, tak aby być krok przed konkurencją. Takie działanie ze strony mojej firmy przyniosło efekt. Nasi klienci z Norwegii zaproponowali mi kolejne usługi związane z izolacją czy też spawalnictwem. Znalazłem specjalistów od tych prac i braliśmy się ostro do roboty.

Zarobki były kuszące...

To prawda. Moi pracownicy, widząc w dosyć krótkim czasie, jakie efekty przynosi uczciwa i ciężka praca, uzyskiwali motywację do dalszej. Wiedziałem jednak, że dobra płaca to nie wszystko. Abyśmy mogli utrzymać pozycję na rynku i markę, jaką budowaliśmy od początku, potrzebna była dyscyplina i porządek w zespole. Działaliśmy i nadal działamy w myśl zasady: „Wykonuj pracę w taki sposób, jakbyś to robił dla siebie”. Nie mogłem sobie pozwolić na poważne błędy podczas robót. W efekcie udało mi się stworzyć z moim zespołem ludzi wizerunek Polaka-pracownika jako osoby pracowitej, rzetelnej, uczciwej, dokładnej, wykonującej swoje zadania zgodnie z harmonogramem prac. Dziś w krajach zachodnich brakuje specjalistów, doświadczonej kadry, która jest w stanie rozpocząć i zakończyć kontrakt w ustalonym czasie. Niemcy, Wielka Brytania czy też Skandynawia cenią polskich fachowców. Ja głównie związałem się z Norwegią i tam dostarczam ludzi, których Skandynawia potrzebuje.

Jednym słowem Norwedzy pokochali pańską firmę?

Cieszę się, że moi partnerzy w biznesie przekonali się do nas. Nie jest łatwo zdobyć ich zaufanie. To jest naród, który dużą wagę przywiązuje do bezpieczeństwa, odpowiednich standardów pracy, wysokiej jakości świadczonych usług, terminowości. Bardzo sobie ceni lata współpracy, która była efektywna, sprawna, elastyczna. Tam nie można sobie pozwolić na chciwość i kombinowanie. Tam nie można iść na skróty. Tam nie ma miejsca dla tych, którzy chcą się szybko wzbogacić, nabrać, ile się da, spakować się i wrócić do kraju. Takie nastawienie do pracy kończy się zerwaniem kontaktów biznesowych, i to raz na zawsze. Zawsze powtarzam moim ludziom, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Jeśli oni się nie przyłożą do pracy, jeśli nie będą identyfikować się z firmą i wspólnymi siłami budować zaufania, stracę ja, a oni razem ze mną. Takie działanie nikomu nie wyjdzie na dobre. Brak zleceń oznacza brak pracy, a co za tym idzie – brak utrzymania siebie i rodziny.

Mówi się, że my, Polacy, jesteśmy pracowici, ale mamy problemy z językiem.

U mnie nie każdy pracownik fizyczny musi znać angielski czy też norweski. Oczywiście łatwiej mu w pracy, gdy przynajmniej zna podstawy któregoś z nich. Ale my pracujemy zespołowo, tak więc jeśli ktoś nie posługuje się językiem obcym zostaje przydzielony mu pomocnik, który te języki zna. Oczywiście od kadry zarządzającej umiejętności językowe są wymagane, ponieważ muszą się porozumiewać z naszym zleceniodawcą kontraktu. Co ciekawe, są tacy, którzy wyjeżdżali do pracy, nie znając ani jednego słowa po norwesku. Przeszkadzało im to – i się go nauczyli.

Czy szukacie fachowców na uczelniach?

Współpracowaliśmy z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie. Absolwenci tej szanowanej uczelni zaczęli u nas pracować jako inżynierowie. Z czasem jednak zaczęli traktować nas jak odskocznię do jeszcze większych zarobków i możliwości rozwoju – i odchodzili do konkurencyjnych międzynarodowych korporacji. Nie miałem im tego za złe. Mam z nimi stały kontakt, niektórzy wrócili do mnie, bo okazało się, że nie każdy na stałe z rodziną chce mieszkać w Norwegii. U mnie mogą popracować na przykład w trybie: 3 tygodnie w Norwegii, 2 pozostałe w domu. Nie narzekam na brak inżynierów. Zresztą mam w załodze przypadki tzw. samouków. Skończyli studia humanistyczne, nie mogli znaleźć pracy, ale pod okiem swoich ojców, którzy pracują w mojej spółce, uczą się zawodu. Niektórzy okazali się tak zdolni, że się przekwalifikowali i dziś mają świetną pracę.

A jest ktoś, kogo pan potrzebuje od ręki?

50 dobrych blacharzy warsztatowców przyjmę w trybie natychmiastowym.

Tak ciężko ich znaleźć?

To praktycznie w naszym kraju zawód wymarły. Mówię o dobrych, doświadczonych blacharzach. Takich, którzy wiedzą, jak wykonać szybką i dokładną pracę, po której nikt niczego nie będzie musiał poprawiać. Dlatego w 2009 r. rozpoczęliśmy współpracę z Zespołem Szkół Zawodowych Nr 1 im. Jana Pawła II w Dębicy. Stworzyliśmy klasę uczniów, którzy pod okiem naszych fachowców mogą zdobyć odpowiednie kwalifikacje. Doświadczeni pracownicy Ventora dzielą się teorią i praktyką z uczniami w stworzonym przez nas parku maszynowym w hali w Straszęcinie. Przyjęliśmy zasadę: skoro nie możemy znaleźć odpowiednich fachowców, sami ich wykształcimy, wychowamy i damy im pracę.

Wśród pracowników jest pan znany jako człowiek, który bacznie zwraca uwagę na bezpieczeństwo.

Czasem moi ludzie pytają mnie: „panie prezesie, ale czy to, co jest na kursie i na odprawie, trzeba tak poważnie traktować, zawsze muszę mieć kask na głowie”? Odpowiadam krótko: to sprawa priorytetowa. Chodzi o wasze zdrowie i życie a także osób, które z wami współpracują. Główne założenia w tym zakresie wyznacza wewnętrzna polityka BHP firmy w oparciu o normę OHSAS 18001:2007. Systematycznie ulepszamy kulturę bezpieczeństwa, wzorując się na praktykach wypracowanych w tym zakresie przez najlepszych, a za takich uchodzą Norwegowie. Cyklicznie opracowujemy biuletyn "Temat BHP", w którym uwzględniane są bieżące sprawy i przytaczane pozytywne przykłady zachowań. Co więcej, pracownicy uczestniczą w szkoleniach oraz polityce otwartego dialogu. Dzięki temu jesteśmy w stanie identyfikować zagrożenia i przyczyniać się do ich eliminacji poprzez pisanie specjalnych raportów, które przygotowują kierownicy kontraktów. To się opłaca. Na miliony roboczogodzin wykonanych przez moich pracowników nie odnotowano żadnych poważniejszych wypadków, które wiązałyby się z utratą zdrowia lub życia. To ważna informacja, bo w bezpieczeństwo warto inwestować i przypominać o tym ludziom. W kieszonce stroju każdego naszego fachowca jest specjalna książeczka przypominająca zasady i wskazówki bezpiecznej pracy.

Dobry Pracodawca to...

...to taki, który ma dobry kontakt z ludźmi, zna ich radości i kłopoty, wsłuchuje się w ich głos. U nas pracownicy mogą mi osobiście zwrócić uwagę, co warto zmienić, ulepszyć, z czym się nie zgadzają. Taki pracodawca, który nie stracił człowieczeństwa. Nie stworzyłem klubu wzajemnej adoracji, ale powtarzam, że gramy do jednej bramki. Inwestując w bezpieczeństwo, szkolenia, stwarzam możliwości kariery. W naszej firmie można przejść jej wszystkie szczeble, od absolwenta szkoły do kierownika kontraktu.

….................................................................................................

 

Ventor – pożądany pracodawca

 

Do działu kadr spółki Ventor miesiąc w miesiąc z całej Polski napływają aplikacje chętnych do pracy. W Dębicy nikogo to nie dziwi: warunki pracy są na światowym poziomie, dobra płaca, atmosfera wzajemnego szacunku i współpracy robi swoje. Postanowiliśmy sprawdzić proces rekrutacyjny w spółce, czyli kto i na jakich warunkach ma największe szansę na pracę.

 

W dziale rekrutacji i szkoleń porozmawialiśmy na ten temat z Wiesławem Ziębą, kierownikiem ds. szkoleń i procesu rekrutacji w Ventor Sp. z o.o.

Na brak chętnych do pracy nie narzekacie.

To prawda. Codziennie do naszego biura rekrutacyjnego napływają dziesiątki nowych aplikacji z prośbą o pracę.

O pracę u was jednak nie tak łatwo.

Szukamy najlepszych z najlepszych. W naszym procesie rekrutacyjnym weryfikujemy umiejętności i doświadczenie, którym składający podanie o pracę chwalą się w swoim CV. W Straszęcinie, niedaleko głównej siedziby naszej spółki, mamy bazę szkoleniowo-produkcyjną, w której możemy sprawdzić umiejętności ludzi chcących u nas pracować. Tutaj wszystko się zaczyna. Na przykład na potrzeby zweryfikowania umiejętności monterów rusztowania stworzyliśmy wierną imitację fragmentu rurociągu, który w normalnych warunkach pracy można spotkać w stoczni czy też rafinerii. Zadaniem montera jest stworzenie rusztowania, dzięki któremu nasi pracownicy mogą zamalować i ocieplić dane fragmenty rurociągu. To bardzo kosztowana i stabilna konstrukcja, przygotowująca w stu procentach do pracy w Norwegii.

Jak rozumiem, każdy przechodzi taki egzamin wewnętrzny.

Dokładnie. Test składa się z dwóch części, teoretycznej i praktycznej. W pierwszej sprawdzamy wiedzę kandydata z profesji jaką deklaruje w aplikacji. W drugiej części, praktycznej kandydat do pracy przechodzi egzamin z pracy, jaka będzie jego udziałem już na kontrakcie w Norwegii. Wybieramy najlepszych monterów izolacji przemysłowych, monterów wentylacji, malarzy przemysłowych, monterów izolacji ognioodpornych oraz monterów rusztowań.

Kto przeprowadza egzaminy?

Specjaliści w danym fachu, którzy posiadają certyfikaty norweskie w konkretnej specjalności, mają niezbędne kwalifikacje merytoryczne, poparte wieloletnim doświadczeniem. Najlepszy wynik uzyskany podczas tego wewnętrznego egzaminu uprawnia pracownika do podpisania z nim umowy na konkretną pracę w ramach umowy podpisanej przez Ventor z norweskim partnerem biznesowym. Zdarza się, że czasem mamy więcej fachowców, niż potrzeba. Ale staramy się każdemu dać szansę na pracę.

Uzyskanie „szóstki” z egzaminu to jedyny wymóg do podjęcia pracy?

Przed rozpoczęciem pracy każdy zweryfikowany i wybrany kandydat przechodzi w Straszęcinie specjalistyczne szkolenie w celu dostosowania się do wymogów rynku pracy w Norwegii. Co ważne, w Polsce, w naszym parku maszynowo-produkcyjnym, mamy możliwość przeszkolić ludzi w zakresie posługiwania się w pracy najlepszymi dostępnymi materiałami na rynku. Jeśli na przykład w sklepach pojawia się nowa farba, którą będą na kontrakcie posługiwali się malarze przemysłowi, my ją wcześniej kupujemy i szkolimy pracowników, jak w efektywny sposób ją wykorzystać. Nie możemy sobie pozwolić na błędy w trakcie robót dla naszych partnerów.

A potem już wymarzona praca...

Jeśli wybieramy pracownika w ramach konkretnego kontraktu, nasi koordynatorzy zajmujący się nim przygotowują wszystkie formalności potrzebne w pracy: badania lekarskie, podpisanie umowę o pracę, informacje o wylocie, niezbędny poradnik potrzebny w pracy w Norwegii. Wśród szczęśliwców jest już 18 absolwentów ZSZ Nr 1 z Dębicy, z którą współpracuje nasza firma.

…......................................................

 

Pracę, choć wymagającą i trudną, chwalą koordynatorzy projektów zagranicznych spółki Ventor. W firmie odpowiedzialni są za realizację projektów w Norwegii, a dokładniej za leasing pracowniczy. Na co dzień przyjmują zamówienia od kontrahentów, a do ich obowiązków należy ścisła koordynacja współpracy ze wszystkimi działami w celu sprawnej realizacji. – Prowadzimy między innymi spotkania informacyjne z pracownikami, kontrolujemy koszty oraz czas pracy na projektach – mówi Konrad Przyszowiec, w roli koordynatora projektów zagranicznych od 7 lat. – Praca wymagająca skupienia i dobrego zorganizowania, ale satysfakcjonująca. Jego koleżanki z biura, Ewa Narowska i Joanna Nykiel dodają, że praca, w której nie można się nudzić, wymaga ciągłego podnoszenia własnych kompetencji, a także umiejętności współpracy z ludźmi. Ewa Narowska, która dodatkowo jeszcze pełni rolę szkoleniowca z języka angielskiego i weryfikuje umiejętności pracownika, przyznaje, że w spółce sporo się nauczyła.

 

…..........................................................................................................

Współpraca ZSZ Nr 1 w Dębicy z firmą Ventor.

 

Prezes spółki Ventor Janusz Urbanik na każdym kroku podkreśla, że sukces zawdzięcza nie tylko sobie, ale właśnie ludziom. To dzięki nim firma systematycznie się rozwija i z sukcesem kończy kolejne inwestycje. Co ważne, wypracowane na coraz bardziej konkurencyjnym rynku dobre praktyki zarządzania pozwalają firmie wyprzedzać konkurentów przynajmniej o krok. Sześć lat temu firma postanowiła jeszcze bardziej postawić na przyszłość swoją i młodzieży, której coraz trudniej odnaleźć się na trudnym rynku pracy. Jak ważna jest synergia pomiędzy światem pracodawcy a szkołami zawodowymi, prezesa Janusza Urbanika nie trzeba było przekonywać. Sam wpadł na taki pomysł. Z początkiem roku szkolnego, we wrześniu 2009 r. podpisał umowę z Zespołem Szkół Zawodowych Nr 1 im. Jana Pawła II w Dębicy.

Rozpoczęła się współpraca w celu utworzenia nowych kierunków kształcenia w zawodach uwzględniających potrzeby kadrowe firmy oraz w zakresie opracowania i zaktualizowania programów nauczania przedmiotów zawodowych, zarówno teoretycznych, jak i praktycznych. Powstała wówczas pierwsza klasa patronacka firmy Ventor w zawodzie monter izolacji budowlanych na poziomie zasadniczej szkoły zawodowej.

Moment, w którym mury szkoły odwiedził z niecodzienną propozycją Janusz Urbanik, dobrze pamięta Bożena Zielińska, obecna dyrektor ZSZ Nr 1 im Jana Pawła II.

W 2009 roku z pomocą firmy Ventor uruchomiliście pierwszą klasę patronacką spółki.

Tak, to prawda. Powstała pierwsza klasa o specjalności monter izolacji budowlanej. Przyjęliśmy do klasy 28 uczniów, którzy przez trzy lata zdobywali cenny zawód. Głównym założeniem, jaki nam wtedy przyświecał u początków współpracy z Ventorem, to wykształcenie i przygotowanie dobrych fachowców, którzy po trzech latach nauki zdają egzamin przed centralną komisją egzaminacyjną i są gotowi do pracy. Przygotowanie ucznia pod kątem potrzeb danej firmy nie jest łatwe, ale współudział firmy okazał się nieoceniony. Gdybyśmy chcieli zrobić to sami, nie byłoby to możliwe. Szkoły nie stać na stworzenie warunków, które w sposób praktyczny pomogą uczniowi nabyć odpowiednich kwalifikacji. Dzięki pieniądzom i fachowcom spółki Ventor to się udało.

Współpraca zaowocowała kolejnymi klasami.

Tak. Po sukcesie, jaki osiągnęła klasa o specjalności monter izolacji budowlanej, w 2010 r. powołaliśmy do życia klasę w zawodzie monter izolacji przemysłowej, a rok później – klasę w zawodzie blacharz izolacji przemysłowych. Nasi uczniowie od samego początku mają zajęcia praktyczne, warsztatowe, nie tylko w szkole, ale również w Straszęcinie, w hali szkoleniowo-produkcyjnej należącej do spółki Ventor.

Jak pani ocenia taką współpracę?

To bardzo szczytna idea. Niewiele jest szkół w naszym kraju, które mogą poszczycić się kształceniem w warunkach zbliżonych do rzeczywistego środowiska zawodowego. U nas funkcjonuje to dzięki współpracy z firmą Ventor na szóstkę. Zauważa to także lokalne środowisko społeczne. Jeszcze przed oficjalnym komunikatem o naborze uczniów kończących gimnazjum, do naszej placówki zgłaszają się rodzice, którzy pytają konkretnie o klasy firmy Ventor. Ponieważ na brak chętnych nie narzekamy, wybieramy tych najlepszych, zwracając baczną uwagę na oceny z przedmiotów ścisłych.

Czy absolwenci waszych klas mają szansę na pracę?

Nasi uczniowie w 100% zdają końcowy egzamin przed komisją centralną, ponieważ wcześniej zdają egzamin wewnętrzny. Są przygotowani do zawodu i firma Ventor zatrudnia ich, jeśli tylko wyrażają na to zgodę. Warto dodać, że dzięki wyposażeniu przez firmę dwóch multimedialnych pracowni językowych nasi uczniowie nabywają umiejętności posługiwania się językami angielskim i norweskim. Mamy w szkole nawet tzw. „ambasadę norweską”, w której oprócz tego, że uczniowie uczą się języka norweskiego, poznają kulturę tego kraju, sztukę, kuchnię i geografię. Czasem w tym miejscu przyjmujemy gości z Norwegii, którzy przyjeżdżają do spółki Ventor. Cieszą się, że współpraca ze szkołą i firmą tak dobrze się układa.

…..............................................................................................................

Inwestycje w przyszłą kadrę

 

Biorąc pod uwagę potrzeby szkoły oraz umożliwienia uczniom efektywnego zdobywania wiedzy i umiejętności praktycznych, prezes Janusz Urbanik ufundował trzy pracownie warsztatowe, a wśród nich patronacką pracownię izolacji przemysłowych. – Sala została gruntownie wyremontowana: wykonano nową instalację elektryczną, gipsowanie i malowanie ścian oraz posadzkę przemysłową – opowiada Paweł Miłosz, zastępca kierownika warsztatów szkolnych Zespołu Szkół Zawodowych nr1 im Jana Pawła II w Dębicy. – Po zakończonym remoncie Ventor doposażył pracownię w stanowiska do ćwiczeń w izolowaniu rurociągów, kształtek i zaworów. Co ważne, są to fragmenty rzeczywistych instalacji cieplnych, które występują na terenie prac prowadzonych przez firmę w kraju i za granicą, np. na platformach w Norwegii.

Ventor wszystkie sale warsztatowe wyposaża systematycznie w potrzebne w trakcie ćwiczeń materiały. Są to głównie różnego rodzaju produkty izolacyjne oraz blachy. Dzięki spółce uczniowie w czasie praktycznych zajęć mogą posługiwać się nożycami do cięcia blachy, nożami specjalistycznymi do cięcia izolacji, kalkulatorami graficznymi, wkrętarkami i wiertarkami, sprzętem kontrolno-pomiarowym, dalmierzami. – To nie wszystko, bo Ventor przekazuje szkole materiały o nowościach technicznych i technologicznych w formie katalogów, norm, obowiązujących skryptów. To najnowsze materiały dostępne na rynku. Firma umożliwia nam udział w kursach z zakresu izolacji przemysłowych oraz montażu rusztowań. Dzięki temu nasza kadra jest doskonale przygotowana do kształcenia młodzieży w klasach patronackich – przekonuje P. Miłosz.

Co ciekawe, uczniowie dębickiej szkoły zawodowej mają również okazję wyjeżdżać do Norwegii, gdzie poznają tajniki i warunki pracy w firmie Ventor. W ramach spotkań z absolwentami, którzy już ukończyli naukę w specjalnie powołanych klasach dla firmy, trwają ożywione dyskusje, że warto się uczyć, bo efekty potem widać gołym okiem. Nikt nie musi narzekać, że po skończeniu szkoły w pierwszej kolejności odwiedza pośredniak pracy.

Współpraca z Ventorem realizowana jest również w dziedzinie sportowej. W dębickim „Mechaniku” od ponad 60 lat funkcjonuje Międzyszkolny Klub Sportowy, zrzeszający utalentowaną piłkarską młodzież. Jak zauważa Paweł Miłosz, który jednocześnie jest prezesem klubu. trudno wyobrazić sobie jego funkcjonowanie bez pomocy firmy, która dofinansowuje klub w 70%. W sierpniu 2012 r. przedsiębiorstwo wykonało remont trybun szkolnego stadionu o wartości około 200 tys. zł.

Za swoją działalność na polu oświatowym Janusz Urbanik w październiku 2012 r. został oznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Za rozwój szkoły i profesjonalne przygotowanie uczniów na rynek pracy dębicka szkoła oraz Ventor otrzymały od MEN nagrodę Oskar Zawodowy w kategorii branża budowlana. Natomiast w konkursie organizowanym przez Wojewódzki Urząd Pracy Ventor uzyskał pierwsze miejsce w ramach wzorowej współpracy firmy ze szkołą.

…...................................................................

 

Dariusz Brombosz

nasze publikacje poznaj nasz zespół zostań symbolem gala 2013